Oranje! Oranje!

Jaki koń jest, każdy widzi. Nie będę więc rozczulał się nad nieudolnością polskich piłkarzy, nie będę wieszał psów i rzucał kurw. Brakuje mi w nich jednego: pasji. Continue Reading »

Maturalnie, że zdasz

Szkoda, że matura jest coraz łatwiejsza, jednak jeszcze gorsze jest to, że mimo to średni poziom wyników ani drgnie w górę. Najlepiej zdawać geografię, wystarczy coś odczytać z mapy i już prawie zdane. Wśród niezdecydowanych wysoką popularnością cieszy się też WoS, choć tu już częściej zdarzają się przypadki niezdań - czyżby nic nie wiedzieli o tym, co dzieje się wokół? A może akurat w tym roku świnie z CKE nie dały tekstów źródłowych z Bravo… Continue Reading »

[english]Hardangervidda[/english]

[english]22 VIII

We went to bed early and so we got up. I chose to make a 6 hour trip on Hardangervidda on foot but before that we had to drive about 45km to the starting point - Bjoreidalshytta. The plateau is impressive - it’s not completely flat, of course, there are hills here and there - but it’s so large, so much open space and Hardangerjokullen glacier visible to the north like a great, sleepy spectator or guardian. Continue Reading »

[english]Galdhøpiggen[/english]

[english]19 VIII

Everything I love one can find in mountains. My opponent at Słupsk Scrabble Tournament had this on his T-shirt and I’m considering buying one for me. The road to Spiterstulen is paid 50NOK but driving it offers you unforgettable sights. At first there are these small (and even bigger ones) trees, some stones and little streams so it looks like a land from a fairytale. We have to stop two times because of cows crossing the road. At quarter to ten we set off for Galdhøpiggen… Continue Reading »

[english]Blog rebirth?[/english][polish]Z popiołów?[/polish]

[english]Being quite busy because of MIT application process and preparing to my final exams I had to give up blogging for a moment. Now I am back on-line, I have been doing a couple of interesting things worth describing, so the blog starts living again!
I was wondering what to do with my Goals since I wasn’t able to focus on them during my “break”. I will post on changes later.[/english]
[polish]Będąc zajętym aplikacją na MIT (bardziej) i przygotowaniami do matury (mniej) postanowiłem zawiesić blogowanie na jakiś czas. Teraz wracam z nadzieją na regularność. Zastanawiam się co zrobić z częścią bloga o moich celach i marzeniach - o tym w którymś z kolejnych wpisów[/polish]

Goal #6

Let’s start with the easiest. I even convinced my father to go! Women from blood-giving point were very nice to us, happy that we came not for any profit (except those 8 delicious bars of chocolate!). I donated 450ml - that’s usual amount - and I really felt I did something good to the world.
I think it was unusual day as there was seven of us - donators. Four soldiers (they have a week off when they give blood), an older man and us. I felt no pain, no weakness, I’m sure that I’ll do that regularly.

Norway, 17-24 VIII 2007

The Cruise
So, the journey has begun. It was a quick idea, a quick booking and a quick departure. Nothing to write about Poland except one homeless near the bar who was making some sketches and he signed himself on the paper with a spelling mistake.

The only problem so far is the returning ferry - it goes 12 hours! We will see if it can be changed (this way it takes only 6h).

A nice woman from the reception helped us and changed the reservation for another ferry - it will take us to Denmark in 5h. I feel relieved because it means I will spend at least a part of my birthday at home.

Continue Reading »

Rowerem po Dolnym Śląsku

Dzień I (25km)

Z łóżek trzeba było się zebrać wyjątkowo wcześnie, by na 13 być we Wrocławiu. Samochodem zawiózł nas tam tata Adama. Trzeba przyznać, że Piotrek, Krzysiek i Michał nie mieli zbyt dużo miejsca z tyłu Skody. Jak tylko dojechaliśmy, widać było zadowolenie z możliwości rozprostowania kości. Rozbiliśmy obóz i ruszyliśmy rowerami na Wrocław.

Pierwszym punktem była planowana już od dłuższego czasu Piwnica Świdnicka. Nadszarpnęło to mocno nasze finanse, ale satysfakcję z wykonanego planu mieliśmy. Następnie obejrzeliśmy panoramę miasta z Mostu Pokutnic (między dwiema wieżami kościoła Marii Magdaleny). Tam postanowiliśmy że zobaczymy jeszcze Ostrów Tumski i Halę Stulecia. Na Ostrowie podziwialiśmy katedrę i budynki należące do Kurii (gdzieś tutaj musiał mieszkać biskup Konrad Oleśnicki, jeden z czarnych charakterów książki). Hala robi wrażenie, choć czasy jej świetności już przeminęły. Dużo przyjemniejsza była przejażdżka po pobliskim parku. Następnie porzuciliśmy plan miasta i poleciliśmy Krzyśkowi by prowadziła nas jego intuicja. Okazało się że można jej zaufać, bo wyjechaliśmy w końcu w pobliżu kempingu, w dodatku obok sklepu w którym zaopatrzyliśmy się na kolację. Wieczorem pogawędziliśmy przy lokalnym piwie Piast i musieliśmy przeżyć zimny prysznic (niestety, jakość sanitariatów nie była rewelacyjna). W nocy okazało się, że nasz namiot nie jest odporny na trwający 4 godziny obfity deszcz. Krzysiek i Michał (spali z brzegu) pożałowali bliskości ściany namiotu. Źli, poszliśmy spać dalej.

Continue Reading »

My goals

Today I start a new - and probably the most important - part of this page. I’m going to use it as a diary of my live successes (and failures, though I hope there won’t be many). Take a look at Goals page, everything should be clear.

GE-NE-SIS

Przez niespełna osiem godzin mokłem w intensywnym deszczu. Wyszedłem bez suchej nitki na ubraniu. Gdyby ktoś zaproponował mi dziś wyjazd z zastrzeżeniem że pogoda będzie taka sama, pojechałbym bez wahania.

Przyjechałem do Chorzowa około 14, a następne dwie godziny spędziłem w pobliskim centrum handlowym przeczekując prawdziwe oberwanie chmury. Planowe otwarcie bramek miało nastąpić o 16:30 i od tej pory stałem w kolejce, niestety deszcz i ogromne kałuże przeszkodziły organizatorom - musieli opóźnić otwarcie o półtorej godziny i odpompować wodę. Strażacy montujący pompy dopingowani byli aplauzem setek osób w kolejce - humory pomimo deszczu wszyscy mieli dobre, tym bardziej że gdzieś z głębi stadionu słychać było strojenie gitar i uderzenia perkusji. Wpuszczanie przebiegło bez zakłóceń, jednak zdziwiłem się bardzo gdy kazano mi wyrzucić nakrętkę z butelki. Dlaczego? Żeby nie rzucać pełnymi butelkami. Uśmiałem się. Continue Reading »

« Previous PageNext Page »