… pierwsze ćwiczenia za mną.

Tak tak, od dziś studiuję i w związku z tym może napiszę kilka razy o uczelni, wzorem ludzi z MIT Admissions. Nie jestem opłacany, mam nadzieję jednak że będzie mi dane pisać tylko w superlatywach. No, a przynajmniej w większości…

Zapisałem się (o zapisach może kiedy indziej) na ćwiczenia do prof. Mitusia, jakież więc ogarnęło mnie zaskoczenie, że pan przy biurku jest “tylko” doktorem, a nazywa się Grzegorz Pawlik. Dostał jednak plusa za krasnoludzką brodę i kilka uśmiechów posłanych wystraszonym studentom. Kwadrans na wyjaśnienie spraw podstawowych i przechodzimy do rzeczy. Zadania ciekawe, po kolei rozwiązywane przez nas na tablicy (i plusy za aktywność). Doktor uśmiecha się na widok kilku licealnych nawyków: nawiasy kwadratowe na zaznaczenie działań na jednostkach, wzory z nieba i inne takie, prosi by “z łaski swojej” je zetrzeć, ale sprawia wrażenie istoty ze sporymi zasobami człowieczeństwa (zaraz, czy powyższe + fizyk to nie jakiś oksymoron?). Chyba nie trafiłem źle, bo wygląda na wymagającego i układnego zarazem.

Studia to takie ulepszone liceum: nikt na ćwiczeniach nie gada, nie zajmujemy się pierdołami, (no… nie miałem jeszcze wykładów humanistycznych), ławki niepopisane, jest sympatycznie (szczególnie jak ktoś zacznie wymachiwać teoriami przy tablicy). Przede mną dziś jeszcze ćwiczenia z analizy.